poniedziałek, 9 września 2013

Ziemia kielecka.




Ten weekend był spacerowy. Wybraliśmy się w kieleckie strony. Plan był taki: Chęciny, Tokarnia i może Święty Krzyż.
Życie zweryfikowało nasze plany na miejscu. Chęciny- zamek zamknięty, bo go dopiero budują. Podeszliśmy jedynie pod zamek.
Szkoda. Na stronie oczywiście nie było o tym fakcie żadnej wzmianki.

 Po drodze widzieliśmy reklamę Zamku w Szydłowie. No to spojrzeliśmy na mapę. Decyzja: jedziemy.
Dojeżdżając do Szydłowa, wyglądaliśmy wzgórza z zamkiem jak to u nas bywa. Już mieliśmy autochtonów pytać o drogę do zamku, gdy podnieśliśmy głowy i okazało się, ze już stoimy pod murami miasta.



Szydłów zyskał miano "polskiego Carcassonne" dzięki zachowanemu do czasów współczesnych XIV-wiecznemu układowi urbanistycznemu zawierającemu wiele elementów tak architektonicznych jak i przestrzennych średniowiecznego miasta.
Do najważniejszych zabytków miasteczka zaliczają się: mury obronne wraz z Bramą Krakowską, zespół zamkowy (Sala Rycerska, Skarbczyk, Brama Zamkowa), kościół farny pod wezwaniem św. Władysława, kościół pod wezwaniem Wszystkich Świętych, synagoga.
Budowle zamkowe miasta, usytuowane w jego narożu, wchodziły ongiś w skład Kazimierzowskiego systemu obrony kraju, spełniając funkcje ustrojowo-administracyjne i polityczno-strategiczne.
Przedmieścia: Opatowskie i Krakowskie położone poza murami, posiadały charakter wiejski i spełniały drugorzędną rolę w funkcjonowaniu miejscowości. Na Przedmieściu Opatowskim znajdują się ruiny po przytułku dla ubogich i starców oraz kościółku św. Ducha. Na Przedmieściu Krakowskim, na wysokiej skarpie usytuowany jest kościół pod wezwaniem Wszystkich Świętych.tutaj
 Szydłów robi wrażenie. To niesamowita gmina i niesamowite zabytki. Mało turystów, spokój i sielanka. Moja córka stwierdziła, ze mogłaby tam zamieszkać.

Aby wykorzystać czas pozostały nam tego dnia, pojechaliśmy do Muzeum Wsi Kieleckiej w Tokarni.

 Rasowy skansen.tutaj
Muzeum Wsi Kieleckiej – Park Etnograficzny w Tokarni powołano w 1976 roku, a zaczęło funkcjonować od 1977 roku. Jest realizacją założeń naukowych etnografa i znawcy tradycyjnej kultury ludowej profesora Romana Reinfussa. Jego zamierzeniem było odtworzenie typowego układu osadniczego wiosek z różnych subregionów Kielecczyzny: Gór Świętokrzyskich, Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej, Wyżyny Sandomierskiej i Niecki Nidziańskiej.
Ponieważ dzień był piękny to i cała ekspozycja wydawała się być piękna.
Sielanka w pełnej krasie.
Niby fantastycznie ale mieszkać by się chyba już nie chciało w takich chałupach.

Dzień należy zaliczyć do udanych. Miło spędzony na zwiedzaniu w promieniach lekko jesiennego słońca.













poniedziałek, 2 września 2013

Wyprawa na Turbacz. Gorce.


Turbacz – najwyższy szczyt Gorców, znajdujący się w centralnym punkcie pasma i tworzący potężny rozróg. Według większości źródeł ma wysokość 1310 m n.p.m., ale niektóre podają 1314 m. Zbudowany jest z fliszu karpackiego. Wikipedia   mapa


Całkiem rano wpakowaliśmy się w samochód i ruszyliśmy do Nowego Targu. Droga zabrała nam 2h. Postanowiliśmy wejść na szlak żółty w Kowańcu. Jakimś cudem się udało, bo oznakowanie kiepskie.
Na szlaku. Ludzi niewiele.
Miało być spacerowo a było jak zawsze. Bolało.

Trochę szlaków w Polsce już poznałam, ale tak słabo oznaczonego jeszcze nie widziałam. Szlak ogólnie zaniedbany.
Podobno jest to las i teren prywatny w dużej mierze. Należy więc nie narzekać tylko się cieszyć, że wolno nam po nim chodzić.




Zdarzają się i takie oznaczenia szlaku.


Widoki po drodze mijały nas piękne. Żal tylko, że Tatry stały we mgle a potem w chmurach i prawie nie było ich widać.
Za to Zalew Czorsztyński ukazał nam się w całej okazałości.
Widok na Zalew Czorsztyński.

Schronisko pod Turbaczem.
 Szlak ogólnie obliczony na 3h nie był ciężki. W większości biegł glinianą drogą wyjeżdżoną przez autochtonów, którzy dobierają się do zasobów leśnych (pewnie im wolno).









Schronisko PTTK pod Turbaczem to piękny budynek. Turystów nie było wielu, więc nic nie zakłócało mojej socjopatycznej naturze odpoczywać.









Pomnik poświęcony żołnierzom AK.


Zejście nastąpiło szlakiem zielonym- do Kowańca.
Obliczone na 2,5 h.
Nadal słabo oznaczony. Czasem trzeba iść na węch lub GPS.



Widok na Zalew Czorsztyński.
 Ogólnie: wycieczka była udana. Pogoda wspaniała. Szlak mało wymagający. Widoki piękne.
Czego więcej człowiekowi potrzeba?

środa, 14 sierpnia 2013

Bieszczady po raz drugi.

Urlop się odbył.
 Ponieważ zaplanowaliśmy wypad w Bieszczady, tam pojechaliśmy. Jazda zabrała nam 4,5 h, co było zaskoczeniem, że tak mało.
Bieszczady przywitały nas słońcem, ciszą i sielankowymi widokami.
Postanowiliśmy dać się porwać tej sielance.
Pierwszy dzień to była aklimatyzacja czyli piwo, grill i nicnierobienie. Nadaję się świetnie do aklimatyzacji. Mogę to robić codziennie.



 Dzień drugi upłynął po znakiem Połoniny Wetlińskiej. Ponieważ każdy szlak, którym umyślimy sobie iść ma 13 km lub więcej, tak było i tym razem.
Słońce, wilgotność powierza jak w dżungli sprawiły, że szybko odechciało nam się Bieszczadów.
Jednak daliśmy radę. Nie żałowaliśmy. Widoki bezcenne. Ludzisków mało na szlakach, mało w knajpach, mało wszędzie, co powoduje podwojenie doznań sielankowych.
 Kolejny dzień to odpoczynek. Zwiedzaliśmy więc skansen w Sanoku. 38 ha .....nogi w d...e.
Zabrało nam to parę godzin. Ale ekspozycja ciekawa. Z czasem będą musieli wypożyczać turystom rowery, bo na nogach niedługo nie da rady.
Skansen ciągle rośnie.







Tarnica to kolejne miejsce, które znalazło się na naszym szlaku.
Szlak miał 13 km, pogoda piękna, bez upału, z przyjemnym wiaterkiem.
Szło się bardzo dobrze. Widoki jeszcze piękniejsze.

Wtedy mnie tknęło: następnym razem przyjadę tu na 2 tygodnie, potem na miesiąc, ostatecznie na zawsze...cdn.

piątek, 19 lipca 2013

Jutro sądny dzień. Obrona pracy licencjackiej. Na starość mi się zachciało.
W głowie pustka.

czwartek, 27 września 2012

Wyprawa.

W połowie września wzięłam i postanowiłam zrobić jesienne wejście na Babią Górę (1725m)-królową Beskidów.
Obóz założyliśmy w Zawoi-Podryżowane za 30 zeta od łóżka.
Z obozu wyruszyliśmy w góry.
Jeden członek załogi zaczął  wymiękać po 50 metrach wspinaczki. Jednak wsparcie całej grupy w liczbie 2 osób zapobiegło temu wymięknięciu.Po drodze i reszta załogi się gięła, że niby to bez sensu, że po co się skrobać tam gdzie Cię nie swędzi, że lepiej podziwiać z dołu.
 Upór sprawił,że jednak dotarliśmy na szczyt, co było bez sensu, bo było tam zimno jak cholera i szczyt spowijały chmury. Pozostała nam satysfakcja i wymiętoszone bułki. Szybko uciekaliśmy ze szczytu. "Szybko" to słowo na wyrost, bo trzeba przejść przez skalne rumowisko,żeby znaleźć się na szlaku czerwonym prowadzącym do schroniska.

 Schronisko kiedyś a dziś to dwa różne schroniska. Kiedyś miało klimat. Teraz śmierdzi komercją.
Takie czasy.

Jako że zamierzamy zdobyć koronę Beskidów uważamy, że porwanie się na sam początek na Królową było błędem. Przez tydzień umieraliśmy na ból mięśni.
Kiedyś to wejście powtórzymy (osobiście byłam na niej już kilka razy).
Teraz czekają na nas już tylko mniejsze góry...jakieś 23 szczyty. Podobno. :-)

wtorek, 11 września 2012

Prawo jazdy kat.B

W maju mnie podkusiło. Zapisałam się na kurs prawa jazdy.Po 4 jazdach chciałam zrezygnować. Kiepsko mi szło.Instruktor mówił: dasz radę. Początki są trudne. Powoli było lepiej i lepiej. Szybko ukończyłam kurs i zaczęła się szopka ze zdawaniem na prawo jazdy. Zdaję w MORD-zie w Krakowie. Jak sama nazwa wskazuje to istna mordownia. Krew leje się potokami. Utoczyli i mojej. Nie zdałam już 3 razy. Pytam mojego instruktora czy jestem taką niedojdą? Mówi,że jeżdżę dobrze ale pewnie stres na egzaminie robi swoje a i panowie egzaminatorzy...zresztą nie napiszę słowa o nich bo ktoś mi proces wytoczy. Nie, nie czuję się mistrzem kierownicy... ale w końcu dali by mi zdać. W czwartek kolejna próba.