Siedzi w autobusie.Wygląda jak żołnierz w pełnym rynsztunku wojennym, uszy zakorkowane ipodem, pełen rozkrok, tak że zajmuje 1,5 miejsca choć zapłacił za 1. W okularach słonecznych na nosie odrzuca jakąkolwiek możliwość paktu ze spojrzeniami innych. Udaje ,że nie widzi stojącej obok leciwej Pani.
Kiedy idę na targ (takie Wolbromskie Złote Tarasy) w moje ucho wwierca się niczym nagły ból głośny krzyk handlarzy. Czym mniejszy tym głosniejszy. Odwracam się i widzę młodą kobietkę w długiej sukience dżinsowej. Na nogach ma japonki ze świetlistymi plastikowymi ozdobami. Szybko ją lustruję od stóp do głów. Jak zwykle: taka laska a pięty ohydnie zaskorupiałe…
Młoda dziewczyna skrzeczy coś do komórki. Jej głos jest donośny i skrzekliwy. Cały autobus musi wiedzieć, że była w Galerii na zakupach a Aśka jest głupia . Przyznaję, to moje ucho jest winne, uformowało się w środowisku, gdzie wszyscy mówią spokojnym tonem. Tak, moje ucho jest wstrętnym szowinistą.
Kiedy w kawiarence z widokiem na góry czekam na kawę, moje spojrzenie zahacza o parę siedzącą przy sąsiednim stole. Młoda kobieta z długimi blond włosami rozluźniona położyła gołe nogi na stole, dokładnie obok talerza z zupą. Młody mężczyzna jedną ręką delikatnie masuje palce stóp kobiety, a drugą kończy rytuał jedzenia zupy. Kobieta chichocze i próbuje palcem przewrócić jego talerz. Spojrzenie na te gołe nogi kobiety na stole wywołuje u mnie lekkie mdłości. Moje oko jest wyjątkowe, wciąż coś ocenia, raz to mu nie pasuje, raz tamto.
Idąc główną ulicą mojego miasta z daleka widzę ciężarówkę z napisem Saria. To one wywożą odpady z rzeźni . Wokół mnie popłoch. Ludzie uciekają do sklepów. Chowają się przed tym co ma nastąpić. Smród jest nieznośny. Smród rozkładającego się mięsa. Przyznaję, mój nos jest winien, mój nos jest przeklętym elitarystą.
Kiedy już dopadną wolnego siedzenia w autobusie, młode kobiety coraz częściej wyjmują swoje kosmetyczki i robią sobie codzienny makijaż. Wszystko jest pod ręką: ołówek do robienia kresek nad okiem, mascara do rzęs, cążki i lakier do paznokci. Dlaczego młode kobiety wybierają właśnie tramwaje, żeby się malować? Skoro już muszą, czemu nie malują się w publicznej toalecie albo na ławce w parku?
W moim sąsiedztwie jest kaplica cmentarna wraz z zapleczem (cmentarz). Ludziska na tę okoliczność przyjeżdżają autami i stawiają je gdzie popadnie. W Walce z tymi żelaznymi potworami i ich właścicielami piesi przegrywają. Zmuszeni są chodzić szosą, bo na chodnikach stoją samochody.
Przestrzeń publiczna, która zawsze była sferą czy to zapisanych, czy to domniemanych zasad zachowania, dzisiaj w miastach staje się przestrzenią wolności osobistej, ale też walki wedle zasady silniejsi górą. Staroświecki bon ton już nie obowiązuje a tabliczki z napisem: "Wzbronione plucie na podłogę", które śmieszyły swoją absurdalną treścią, dawno już zniknęły. W efekcie dzisiaj wielu pluje, zaznacza swoją przestrzeń śliną, moczem, ciałem, głosem, jakby nikt już nie chciał pozostać niezauważonym. W tramwajach i autobusach siedzące miejsca okupują na ogół nastolatki, chłopcy. Starsze osoby pokornie stoją. Przestrzeń publiczna stałą się przestrzenią egzorcyzmowania ukrytego sadomasochizmu. Silniejsi przeforsowują swoje prawa, słabsi milczą.
Niektórzy mieszkańcy mojego bloku zabawiają się, wyrzucając jedzenie przez okno na ulicę. W ten sposób karmią ptaki. Ptaki, głównie wrony, kruki i wróble, w przelocie znaczą odchodami szyby naszych okien i maski naszych samochodów. To, czego nie zjedzą ptaki, dokańczą szczury. Szczury bez przeszkód korzystają z przestrzeni publicznej, zwłaszcza nocą. Bojownicy o prawa zwierząt triumfują.
Zauważam , że nie kocham już bliźniego swego. Kochanie bliźniego swego wymaga nadludzkiego wysiłku. To miłość bez wzajemności, a ja jestem tylko zwykłym i słabym osobnikiem rodzaju ludzkiego. Po powrocie z Bieszczad, próbowałam. Próbowałam być miła i dobra dla bliźnich. Patrzyli na mnie jak na idiotkę.Dłużej już nie dam rady. To Bóg odpowiada za ten resort, on stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo, więc niech on go kocha.