No i minął kolejny weekend.U mnie jak zwykle bezpłciowy. Zawsze w weekendy choruję, pada deszcz, mam wizytacje teściowej.Zawsze dosięga mnie jakiś kataklizm.
Co to takiego ten weekend i dlaczego nie ma na to polskiego określenia?
Dla mnie to obiekt tygodniowego pożądania. To mityczny czas, szczególnie w poniedziałek.
Pozaziemskie cywilizacje, badając życie na Ziemi, mogłyby stwierdzić, że życie Ziemian zaczyna się w piątek wieczorem, a kończy w poniedziałek rano. I ten okres nazywa się weekendem.
Dlaczego po angielsku?
Cierpiący na wieczny niedobór słów i określeń język polski po erze zapożyczeń z języka czeskiego, łaciny i niemieckiego postanowił otworzyć szeroko swoje podwoje dla angielskiego. Co tylko się da zastępuje się angielskim słowem , bo po polsku to nie jest cool.
„Weekend” oznacza oczywiście koniec tygodnia, z połączenia słów „week” i „end”. Czysta łopatologia, ale spróbuj połączyć polskie odpowiedniki. Mogłoby wypalić, gdybyś odjął „c” z wyrazu „koniec” (Konietygodnia).
Można tu stworzyć wiele jakże interesujących potworków.
Co to wszystko znaczy?
W tym okresie ożywiają się zielone od pracy biurowej mózgi zjadaczy chleba.
To wtedy odżywają pasje, hobby, zainteresowania.
To wtedy emo idą na skateparki bez krzyków matki za nieodrobione lekcje.
To wtedy przeklęci gotyccy grafomani piszą swoje kolejne grafomańskie wiersze.
To wtedy dresiarze jadą na impry, balety i balangi, wyrywać lachony.
To wtedy trawa rośnie,bo zawsze pada deszcz, odbywają się imprezy sportowe, festyny, w telewizji lecą najlepsze filmy.
Nawet PKB wzrasta, bo przecież w weekend:
Masowo kupuje się w galeriach handlowych.
Masowo kupuje się w monopolowych.
Masowo kupuje się w fast-foodach.
Masowo kupuje się bilety do kina i na sportowe eventy.
Masowo ogląda się telewizję, prowokując zyski z reklam.
Masowo siedzi się po necie, zamulając go.
Masowo wyrusza się do lasów na wycieczki, niszcząc cenną ściółkę leśną (wg Greenpeace).
Można w spokoju pomyśleć o pracy i szkole (dla pracoholików i kujonów).
Można się kochać do nocy lub chociaż próbować nagabywać (zyski dla przemysłu kwiatowego, czekoladowego, alkoholowego i wreszcie gumiarskiego).
No i po co pracować, skoro cały zysk generowany jest w weekendy?