Ktoś opowiedział mi takie zdarzenie:
"Dziś coś sie stało i boję się.
Jadę autem ruchliwą ulicą, dość wolno. Pada deszcz. Po mojej prawej stronie, chodnikiem idzie zgarbiona staruszka. Nagle upada na chodnik i leży. A ja dalej jadę. Jeszcze jakieś 20m.
Zatrzymuję auto z boku drogi,ale nie wysiadam. Mija mnie mężczyzna na rowerze i zatrzymuje się przy staruszce. Ja dalej siedzę w aucie i łapię za telefon i wybieram 999,jednocześnie obserwuję w lusterkach co się dzieje z babcią - ciągle leży.
Zgłasza się pani dyspozytor. Tłumaczę co i gdzie. Ta pyta mnie o nazwisko - a ja.... no własnie... a ja nic. Rozłączyłam się. Nie potrafie sobie wybaczyć. Gnębi mnie to. To i jeszcze coś. Nie chciałam podać nazwiska i nawet nie wiem dlaczego. Gryzie mnie to bardzo. A co jeśli uznali to za fałszywe zgłoszenie i nikt nie przyśle karetki?A co jeśli dotrą do mnie i będę miała kłopoty?
Poza tym wszystkim to gryzie mnie również to ,jaką ja jestem egoistką. Martwię się o konsekwencje a nie o staruszkę. Jestem złym człowiekiem i boję się. Nie chce być taka. Wiem. Jestem uszkodzona i nie lubie samej siebie. Nie chce taka być!"
Czy tacy powoli się stajemy: obojętni na los innych ludzi?
W wyobraźni symulowałam kiedyś podobne zdarzenia i swoje zachowania. I nie wiem jakbym się zachowała, ale wiem że: tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono.
Kiedyś zadałam sobie pytanie: a co by było gdybym to ja potrzebowała pomocy? Czy nikt by mi nie pomógł? Czy znieczulica jest aż tak wielka?
Teraz zacytuję Wikipedię i zaszczepię tu trochę teorii:
Altruizm (łac. alter - inny, drugi) - zachowanie w obrębie danego gatunku, w wyniku którego osobnik tak się zachowujący ponosi pewne koszty wobec innego, który z kolei zyskuje. Jest to jedno z typowych zachowań zwierzęcych zwiększających ich łączną wartość przystosowawczą.
Potocznie altruizm definiowany zazwyczaj jest jako postawa przeciwstawna egoizmowi, u podstaw której leży bezinteresowna troska o dobro innych osób.
Empatia (gr. empátheia "cierpienie") - w psychologii zdolność odczuwania stanów psychicznych innych istot (empatia emocjonalna), umiejętność przyjęcia ich sposobu myślenia, spojrzenia z ich perspektywy na rzeczywistość (empatia poznawcza).
Współczucie - stan emocjonalny, w którym jeden człowiek solidaryzuje się z inną osobą cierpiącą i wyraża głębokie ubolewanie okazywane komuś nieszczęśliwemu. Współczucie jest bardzo ważne w życiu człowieka, gdyż jest to rodzaj pomocy emocjonalnej.
Czy naprawdę jesteśmy tacy źli? Nie wszyscy, bo jednak ludzie sobie pomagają. W naszych głowach jednak pojawia się dylemat: a potem będą mnie ciągać, przesłuchiwać itp? Czy dlatego jesteśmy głusi i ślepi na przemoc domową, na przemoc na ulicy?
Myślimy: to nie moja sprawa i udajemy, że nic się nie dzieje.
Dlaczego jednak tak interesujemy się życiem innych ludzi (widzimy ich niepowodzenia, cieszymy się z nich, obgadujemy itp), a udajemy brak zainteresowania, gdy trzeba komuś pomóc? Czy jesteśmy egoistami? Czy jesteśmy mało inteligentni emocjonalnie?
Z obserwacji własnego środowiska wiem,że ludzie są wredni albo na takich akurat trafiłam.
W swoim życiu spotkałam PRAWDZIWYCH LUDZI, współczujących,z dużą dozą empatii,serdecznych.Wśród nich doznałam wielu wzruszeń,niejednokrotnie zaskakiwali mnie dobrocią i szczerością.
Niestety w innym rejonie Polski niż mnie przyszło żyć.
Mój mąż stwierdził,że chciałby tam mieszkać,wśród nich i że kiedyś to się stanie.
Opiszę kiedyś tych ludzi,obcych,serdecznych choć często biednych.