środa, 15 lipca 2009

Odc.2. Wielka ucieczka.

Moje dwie najlepsze przyjaciółki poszły do przedszkola.Nie wiem po co.Przecież umiały sobie otworzyć drzwi kluczem zawieszonym na szyi, czy zrobić do jedzenia chleb z musztardą.Zresztą one , podobnie do mnie , nie potrzebowały jedzenia.
I po co im jakieś głupie przedszkole?
-Co tam się robi?- zapytałam.
-Bawi się!-zgodnie odrzekły.
-Ale razem na podwórku też się bawiłyśmy!
-Ale tam jest super!-krzyknęły chóralnie.

I zrobiło mi się smutno, bo ja nie mogę się tam z nimi bawić tak super.
Musiałam całe dnie czekać na nie i bawić się z jakimiś innymi dziećmi.

-Też chcę iść do przedszkola-oświadczyłam mamie.
-Nie pójdziesz, bo ja jestem w domu i mogę się Tobą opiekować.
-Nie musisz mną się opiekować.Ja chcę do przedszkola z Izą i Elą!

Wieczorem mama rozmawiała z tatą , a ja podsłuchiwałam.
-Może poślemy ją do przedszkola? Może zacznie jeść.-mam przekonywała tatę.
Zostałam jednak w domu i moje życie było dramatem. Ciągle czekałam aż moje koleżanki wrócą z przedszkola.

Dwa dni później postanowiłam, że ucieknę z domu i pójdę sama do przedszkola. Tam sie można ciągle bawić i jeść pyszne rzeczy.A dzieci nie śpią w łóżkach tylko na leżakach i jest super.
Rano wstałam, ubrałam się.
-Mamo idę na podwórko-krzyknęłam wychodząc.

Szybko pobiegłam do przedszkola, oglądając się czy nikt mnie nie śledzi.
-Udało się!
Na podwórku przedszkola bawiły się dzieci. Ela leżała na trawie i udawała,że jest ranna.Pielęgniarką robiła jej opatrunek.
-Ela, Iza!-krzyknęłam i pomachałam im.-Pobawcie się ze mną!
Pani, która była z dziećmi w ogrodzie, o coś je zapytała a potem podeszła do furtki i wpuściła mnie.
I mogłam się bawić z dziećmi, i mogłam szaleć. Było wspaniale.
Potem ta miła pani klasnęła w ręce i krzyknęła:
-Dzieci, idziemy na obiad! A Ty, Kasiu musisz iść do domu, bo mama będzie się martwic.
No i poszłam sobie . I znów byłam smutna.
-Szkoda,że nie mogę z nimi zjeść obiadu, na pewno mają dobry.

Mama nawet nie zauważyła ,że mnie nie było w domu. Nie zauważyła, że byłam w przedszkolu.
Na obiad był kotlet. A ja nie lubię kotletów.
Pokroiłam go na kawałki i włożyłam siostrze na talerz. Ona i tak go zje.

wtorek, 14 lipca 2009

Wspomnień czar.

Wracam do wspomnień.Próbuje je opisać w inny sposób.
Miałam napisać o Festiwalu Teatrów Ulicznych w Krakowie, ale moja inteligencja pozbawiła mnie zdjęć. Zamiast zmienić w aparacie format zdjęć, zrobiłam format card.
Nie ma zdjęć. Festiwal był uboższy niż w poprzednich latach ale mnie i tak się podobał.To takie odchamianie dla proletariatu. Dobre i to.



Odc.1. Zakupy.

Mama powiedziała,że właśnie zaczął się Tydzień Kultury Beskidzkiej i będą szkolne kiermasze. Musimy pójść kupić rzeczy do szkoły.
-Jakie rzeczy?- zapytał tata.
-Rzeczy do szkoły -powiedziała mama-piórnik,tornister, tenisówki i buty.
-Buty? Czy ona je zjada?Przecież dopiero kupowaliśmy.Buty to ja jej kupię!

Przeczuwałam awanturę.Tata zaś kupi mi buciory a nie buty.
-Ostatnio to były kierpce a czas na tenisówki-powiedziała mama.W dodatku wyrosła z nich.
-Jak wyrosła, przecież ona nic nie je, to nie rośnie!-odezwał się tata.

No i zaczęło się. Nie jem, nie piję.Lubię tylko słodycze i ser.Lista wyrzutów była długa.
Następnego dnia poszłyśmy z mamą na kiermasz szkolny.
Mama kupiła mi piórnik drewniany, rzeźbiony. Z parzenicami.Taki w którym na pewno zechce zamieszkać Plastuś.Jak w książce o Plastusiu.
Następnym zakupem był tornister.czerwono-granatowy z światełkami odblaskowymi przy zapięciach.No i mama kupiła mi chałat(czyt.fartuch).Granatowy z białym kołnierzykiem. Taki stylonowy.Moja duma.
Po powrocie do domu szybko w piórniku umieściłam gumkę myszkę,ołówek,stalówkę i obsadkę oraz szmatką wyłożyłam miejsce dla Plastusia. Może się wprowadzi.
Tornister wypełniłam książkami i zeszytami (moje przyszłe utrapienie)i byłam gotowa do szkoły.
Czas na buty.
Kolejny dzień upłynął pod znakiem poszukiwań butów dla mnie.
Tata zabrał mnie do sklepu.Nadchodził kataklizm.
Z tenisówkami nie było problemu. Zero wyboru=zero problemów. Granatowe z białymi podeszwami.
Buty.
-Te chcę, tato!-krzyknęłam , wskazując paluchem na śliczne,czerwone lakierki.
-W tym się nie da chodzić-odpowiedział tata i przesunął się w stronę okropnych, chłopskich półbutów.
-Nie chce takich, ja chcę lakierki!
-Wybij sobie z głowy!-odpowiedział tata z lekko zaczerwienioną już twarzą i żyłką drgającą na skroni.
-Lakierki ma Aga* i da się chodzić!I ja też chcę!
Po przymierzeniu kilku par wstrętnych półbutów ze sznurowadłami, ojciec wskazał na te właściwe.Tata był zadowolony.Ja nie.
Płakałam za każdym razem, gdy spojrzałam na pudełko z butami.
Były to wstrętne zamszowe półbuty,zszyte z kolorowych łatek.Miały sznurówki i były chłopskie!
-Co się stało?-zapytała mama widząc mnie całą tonącą we łazach.
-Kupiłem jej porządne, skórzane buty
-Chłopskie!-krzyknęłam i znów zalałam się łzami.
-Kolorowe, zobacz-zwróciła się do mnie mama-a jakie byś Ty chciała?
_Lakierki czerwone!A te w dodatku są za duże!
-Wypcha się palce watą, dłużej pochodzi-odpowiedział tata.

W ramach odkupienia win i wyrzutów sumienia mama na drugi dzień kupiła mi dorosłe, czarne kozaki, na obcasach.I chociaż był lipiec,chodziłam w nich codziennie. Mojej koleżance Eli mama też takie kupiła i teraz mogłyśmy się bawić w damy.

*Aga-koleżanka z podwórka, której rodzice wszystko kupowali.Jej mama była lekarzem.Aga była brzydka i nazywaliśmy ją Ropucha.I jej mama nie miała takiej maści ,zeby była ładniejsza, to jej wszystko kupowała.

czwartek, 9 lipca 2009

Co o tym myślicie?

Najszybszy torcik z jabłek


Składniki:
1 szklanka mąki
1 szklanka cukru pudru
1 szklanka kaszy manny
1-2 kg jabłek
łyżeczka proszku do pieczenia
cukier waniliowy
pół kostki margaryny

Sposób wykonania:
Sypkie produkty wymieszać razem, podzielić na 3 części. Jabłka zetrzeć na tarce z dużymi oczkami.

Na dno tortownicy wysypać pierwszą część sypkich produktów, potem połowę jabłek. W ten sposób ułożyć resztę produktów. Wierch obsypać startą na tarce lub pokrojoną w cienkie plasterki margaryną. Piec około 1 godziny do czasu zrumienienia się wierzchniej warstwy. Można polukrować. (Lukier: utrzeć szklankę cukru pudru, 2 łyżki masła i soku z cytryny).

Prostota mnie powaliła i zniechęciła. Nie wiem co o tym myśleć i co z tego wyjdzie.
Trzeba spróbować?

wtorek, 7 lipca 2009

Podróże małe i duże.




Dziecięciem będąc szybko zrozumiałam hazard i go pokochałam.Moja babcia nauczyła mnie grać w karty i całymi dniami z nią " cięłam". Ojciec jak to przyuważył, postanowił wykorzystać moją miłość do kart. Stworzył dla mnie nową talie kart i nową grę. Karty były z literkami. Miało mnie to zapalić do czytania. Tak ojciec stworzył pierwszą analfabetkę PRL-u. Od tego czasu czytanie szło mi coraz gorzej. Uwsteczniłam się.Na widok książek odrzucało mnie. Ojciec tego nie pojmował. Za sprawą koleżanki zaczęłam czytać książkę" Timur i jego drużyna"Arkadego Gajdara. Potem były "Czarne Stopy" i "Nowe ślady Czarnych Stóp" S.Szmaglewskiej i poszło.....wszystkie "Tomki" czy seria "Pan Samochodzik...".
Nastał czas na Arkadego Fiedlera. Wraz z nim zwiedzałam świat.Byłam z nim w Kanadzie, w Gwinei, na Madagaskarze Przeczytałam 26 jego książek na 32 napisanych .Do dziś czuję żywiczny zapach Kanady, słyszę ptaki drongo czy ryby śpiewające w Ukajali.
Tak zaczęła się moja przygoda z książką podróżniczą. Potem już poszło. Pożerałam wszystko co jest podróżnicze:książki, gazety , programy tv i filmy.

Trafiłam kiedyś na kolejnego naszego podróżnika: Wiktora Ostrowskiego.Książkę "Wyżej niż kondory" pokochałam od pierwszego wejrzenia.Bardzo przyjemnie się czyta, a to oczywiście podstawa, aby ją zacząć czytać. Opowiada o przygotowaniach, a w końcu o samej wyprawie. Celem był szczyt jeszcze niezdobyty, jak to mówią miłośnicy takich wypraw - dziewiczy. Miejscem tej wyprawy są Amerykańskie Andy. Książka oparta jest oczywiście na faktach i opisuje okres przed wojną.
Autor jest jednym z uczestników wyprawy oraz jej organizatorem. W książce jest mnóstwo pięknych opisów przyrody, zwierząt (choć niewiele ich tam było - głównie muły, które niosły bagaże). No i zakochałam się w górach szeroko pojętych: i tych małych i tych wielkich.
Przyszedł czas na Tonego Halika i jego żonę. Oglądałam "Pieprz i wanilia" jako program obowiązkowy. Najpierw w tv czarno-białym, potem w kolorze.
Zazdroszczę im wypraw, wrażeń i pamiątek , które zgromadzili. Niedawno nawet widziałam Elżbietę Dzikowską na tvn style, pokazywała etniczne stroje i biżuterię.Coś boskiego!
Po przeczytaniu książki "Zielone wzgórza Afryki",Ernesta Hemingwaya, już wiedziałam,że to będzie moja kolejna miłość .

Autor jest autentyczny aż do bólu. Pisze o Afryce, o przygodach łowieckich, o ludziach i zwierzętach. Pisze o whisky i wodzie sodowej.Ważne jest to, jak pisze.
No i padło na Afrykę za sprawą Hemingwaya. No i przez niego pragnę tam jechać.
Przeczytałam sporo podrózniczych książek różnej maści,
sporo programów obejrzałam.
Na placu boju dziś pozostał Cejrowski. No i czytam, no i oglądam. Nie jest tak doskonały jak Halik,ale pokazuję kawałek świata nieuładnionego, pokazuje slamsy i dzikich. Jest pyskaty i nie ma dla niego tabu.
Chętnie bym się wybrała na wyprawę z nim.
Ciekawe co będzie następne....

piątek, 3 lipca 2009

Szczęście.


Czy wiesz co to jest szczęście? Szczęście to zgodność z samym sobą, to harmonia wewnętrznych demonów.

Mówimy o kimś, kto ma szczęście :“ w czepku urodzony”. Ci w czepku urodzeni po prostu mają szczęście.
A może szczęście to takie kupony, które ktoś odcina i rozdaje na chybił trafił? Na kogo wypadnie, na tego bęc.
I kurcze, powoli zaczynam tak myśleć.
Są tacy co uważają, że na szczęście trzeba zapracować.
Ciężka praca dziś, w określonym kierunku, przynosi szczęście jutro.
No i pozytywne myślenie to podstawa sukcesu, bo pozytywne myśli przyciągają pozytywne zdarzenia.

Negatywne uczucia smutku, złości czy żalu nigdy nie dodadzą nam życia. Uwolnienie się od drażniących spraw, obudzi w nas radość i optymizm. Może być motywacją do działania.

No a ja bym chciała usiąć w fotelu na werandzie i czekać na szczęście. Do niektórych tak właśnie ono wpada.

Choć .....np. żeby wygrać w totka, trzeba wykonać ruch: iść do kolektury i kupić kupon do ewentualnego szczęścia.

Każdy inną miarą mierzy szczęście i każdego co innego uszczęśliwi. Dla mnie bezpieczeństwo to fundament szczęścia.
Bezpieczeństwo finansowe, uczuciowe, Bezpieczeństwo szeroko pojęte.
Nie jestem bezpieczna=nie jestem szczęśliwa.

Musimy więć zbudować to bezpieczeństwo poprzez stworzenie rezerw.

Jeżeli czujesz, że masz na koncie rezerwy pieniędzy czy czasu, zwiększa się twoje poczucie bezpieczeństwa. Powinnaś mieć także rezerwy czasowe- tak planuj dzień by mieć 15 do 30 minut zakładki czasowej na ewentualny korek, a wieczorem na chwilę relaksu.

Większość moich rodaków cierpi na niedobory kasowe i zapewne zastrzyk pieniężny uszczęśliwił by rzesze ludzi.

Czy pieniądze dają szczęście? Czy bez pieniędzy można być szczęśliwym?

Pieniądze są bardzo ważne w naszym życiu. Bardzo ułatwiają naszą egzystencję.
Pieniądze same w sobie nie dają szczęścia. Ale to, co możesz za nie kupić to już całkiem inna sprawa.

Pieniądze są uniwersalnym środkiem do osiągania szczęścia.

Tak, wiem, wiem, są rzeczy których nie kupi się za pieniądze.

Różne są drogi do osiagania szczęścia, co innego uszczęśliwi Olę a co innego Kajtka.

Jeśli już masz rezerwy to teraz pozbądź się ze swojego otoczenia wszelkich wampirów energetycznych. Nikt nie czuje się dobrze w towarzystwie malkontenta, któremu nic nie pasuje. Nie spotykaj się z takimi osobami, nie pocieszaj. Jeżeli jest to np. koleżanka z którą pracujesz- przesadnie demonstruj przy niej swój optymizm, wtedy nie będzie mogła narzekać i po prostu przestanie to robić przy tobie.
 Gorzej jeśli to Ty jesteś tym wampirem. Ze względu na trudność rozwiązania takiego problemu, nie ruszę go a Ty idź do psychiatry.

No i myśl o sobie dobrze!

środa, 1 lipca 2009

Afryka współczesna.

 
Posted by Picasa


Sezon urlopowy w pełni, dociera do nas gorące afrykańskie powietrze i tak znów mnie tknęło, by napisać parę słów o Afryce.

Afryka to malownicze krajobrazy, kolor czerwonej ziemi, woda, góry, morza, rośliny, zwierzęta, słońce i... człowiek .
Siła, spokój, uśmiech, życzliwość i prostota, nie czyni Go prostackim, ale prawdziwym.

Afrykańczycy, to nie tylko nazwa ludzi rasy czarnej rdzennie zamieszkującej Afrykę. Afrykańczyk to człowiek w szerszym pojęciu.
Człowiek, jak każdy żyjący na Ziemi.
To także wesołe, zdrowe i uśmiechnięte dzieci, szczęśliwi, zwyczajni ludzie, którzy pragną normalności i poprawienia jakości swego życia.
To ludzie korzystający i chcący korzystać z dobrodziejstw cywilizacji.
I nieporadnie buduje sobie cywilizację, ale buduje.

Myśląc Afryka, widzimy chałupy wyklejane łajnem, szałasy,dżunglę i zwierzęta Serengeti a Afryka się zmienia i nigdy już nie będzie taka sama jak wczoraj.
Na zdjęciu powyżej Afryka jakiej nie znamy.

Musiałam to wstawić.


Rzeczy, które powinieneś już wiedzieć

Kilka prostych, ale trafnie ujętych faktów, które powinieneś wiedzieć już dawno. Jeżeli jeszcze ich nie wiesz, koniecznie przeczytaj ten artykuł.
1. Nie przejmuj się tym, co ludzie myśla, nie robią tego zbyt często.
2. Chodzenie do kościoła czyni cię chrześcijaninem tak samo, jak stanie w garażu czyni cię samochodem.
3. Sztuczna inteligencja nie może równać się z naturalną głupotą.
4. Jeśli musisz wybrać między jednym złem a drugim, wybierz to, którego jeszcze nie próbowałeś.
5. Żaden dowód nie przemawia za tym, że życie jest poważne.
6. Łatwiej uzyskać przebaczenie niż pozwolenie.
7. Każdej akcji towarzyszy skierowany równy i skierowany przeciwnie program rządowy.
8. Rachunki podróżują z prędkością dwa razy większą niż czeki.
9. Sumienie to to, co boli, kiedy wszystko inne czuje się świetnie.
10. Jedz zdrowo, uprawiaj sport, dbaj o forme, umrzyj mimo wszystko.
11. Mężczyźni są z Ziemi, kobiety są z Ziemi. Pogodź się z tym.
12. Żaden mężczyzna nigdy nie został zastrzelony podczas zmywania naczyń.
13. Zbilansowana dieta to piwo w obu dłoniach.
14. Średni wiek to taki, w którym szerokość pojmowania umysłu i wąskość w talii zamieniają się miejscami.
15. Okazje zawsze wydają się większe kiedy odchodzą, niż kiedy przychodzą.
16. Śmieć to coś, co trzymaleś po latach i wyrzuciłeś 2 tygodnie przed tym, jak zaczałeś tego potrzebować.
17. Zawsze jest jeden kretyn więcej niż zakładałeś.
18. Doświadczenie to wspaniała rzecz. Pozwoli ci dostrzec błąd, kiedy go ponownie popełnisz.
19. Nie powinieneś ważyć więcej niż twoja lodówka.
20. Ktoś, kto mysli logicznie stanowi ładny kontrast dla reszty świata.
21. To nie dżinsy a tłuszcz powoduje, że wyglądasz grubo.

http://www.virango.pl/node/2671

© Polinik 01.04.2007, wszystkie prawa zastrzeżone.
Zezwalam na publikację artykułu w innych mediach pod warunkiem podania autora i źródła