czwartek, 30 lipca 2009

Moje projekty.

Mój decoupage powoli dobiega końca. Straciłam sens i cel. Poza tym nie mam już co malować i dla kogo.

Pomyślałam więc,że na drutach porobię. Córka chciała takie rękawki. Takie bolerko bez przodów.Durne to, ale udało mi się zrobić. Trochę bez przekonania to robiłam. Coś wyszło.
Patrząc na bloggerze jak dziewczyny radzą sobie z drutami to marna ze mnie dziewiarka. Jednak podejmę jeszcze próbę zrobienia czegoś na drutach. Może szalik?


No ale pomyślałam sobie, że blogerki szyją takie fajne torby...to może i ja spróbuję?Przydałaby mi się taka i córce uszyję też. Przecież to prostokąt, pozszywać po bokach, wszyć podszewkę i gotowe.

Nazbierałam różnych ubrań od rodziny, takich do wyrzucenia. Może coś wykroję. Matka krawcowa to może i na mnie trochę tego talentu spłynęło?

Zapomniałam,że nie lubię takich przeróbek, bo to trzeba kombinować jak by tu materiał wykorzystać.A takie kombinacje mnie zniechęcają.

Nożyczki poszły w ruch. Tnę. Trochę krzywo, ale to nic. Zaszyje się. Tnę. Podszewkę wycięłam. Siadam i patrzę co ja takiego wycięłam. Nie wiadomo. A jak podszewkę do tego czegoś wszyję? Nie wiadomo.

Rozłożyłam i myślę...bo torebkę trzeba trochę usztywnić. Usztywnienia już nie kroję. Szkoda materiału.

Poskładałam moje szmatki i powiedziałam sobie:
-Do przemyślenia.
Tak naprawdę to nie wrócę już do tej szmatki.
Tak naprawdę to zapomniałam,że ja nie umie szyć, że jestem beztalencie,ze brak mi cierpliwości do szycia.

wtorek, 28 lipca 2009

Serek topiony.



Jak zwykle w weekend piekłam chleb pszenno-żytni. Jeden dla mnie, jeden dla siostry , bo twierdzi,że jej smakuje.
No i zrobiłam próbkę : serek topiony.

Rzecz prosta i smakowita. Można go doprawiać jak nam się podoba.

Przepis:

1 kg sera białego (tłustego)
5-7 dkg masła
sól, soda, przyprawy

Ser biały pokruszyć , posolić i odstawić. Są teorie,że na 3-5 dni aż "zgliwieje".
Ja tam odstawiłam na parę godzin . Ser robi się kruchy.Rozpada się pięknie.
Do garnka masło wrzucamy i na ogień go. Ser wrzucamy i przyprawiamy go wg naszego gustu.
Jak troszkę zacznie się roztapiać, wsypać sodę ( 1-1,5 łyżeczki) i mieszać cały czas.
Serek roztopi się na jednolitą masę, płynną. Zlewamy np. do salaterki.
Można jeść na ciepło, na zimno, kłaść np. na pizzę.

Smacznego.

poniedziałek, 27 lipca 2009

Wyliczanki.

Czy pamiętamy wyliczanki z naszego dzieciństwa?

1. Na wysokiej górze stało drzewo duże
Nazywało się apli papli bitem blom.


2. Nie ma masła nie ma serka
My nie chcemy Edwarda Gierka
Raz , dwa, trzy
Sekretarzem będziesz Ty!

3. Raz, dwa, trzy, cztery,
maszeruje Hackelbery,
no a za nim Pixi, Dixi,
co się kąpią w proszku "IXI",
a za nimi misio Yogi,
co ma zawsze brudne nogi.
A za misiem krowy dwie,
wykąpane w proszku "E".

4. Siedzi baba na cmentarzu,
trzyma nogi w kałamarzu,
przyszedł duch, babę - w brzuch,
baba - fik, a duch znikł.

5. Ene due rike fake,
torba borba ósme smake,
eus deus kosmateus
i morele baks.


Proszę o więcej....

wtorek, 21 lipca 2009

Papierosy.

Ostatnio źle czuję się psychicznie.Jednak gdy wspominam swoje łobuzerskie wybryki...śmieję się. To co kryje się w naszej pamięci, jest nieodgadnione póki nie zaczniemy sobie przypominać.
Myślałam,że niewiele pamiętam z dzieciństwa, a tu masz babo placek. Jest tego ogrom.I złego i dobrego.
Moja mama była dosyć toksyczna, z czego nie zdawałam sobie sprawy. To rodzice są budowniczymi naszego charakteru, poczucia wartości i tego kim jesteśmy.
Nie zdawałam sobie z tego sprawy do momentu, gdy pierwszy raz poszłam do psychiatry, gdy zaczęłam czytać o terapiach behawioralno-poznawczych. Wtedy jakby kurtyna opadła.Ujrzałam całe swoje życie w innym świetle.
Wredne jest to,że oskarżam matkę o mój brak poczucia wartości,o nieśmiałość, o nieudaczność, o niską inteligencję,i wiele innych.Może to niesprawiedliwe.Może.
Bardzo boję się,że i ja wyrządziłam moim dzieciom takie krzywdy.Szkoda,że wcześniej nie miałam takiej wiedzy jak dziś.



Odc.6. Papierosy.



-Dzisiaj po południu przyjdzie ciocia Basia, przypilnować Was bo mama musi wyjść-oświadczyła mama.
Mama i tata zapisali się na kurs samochodowy i uczą się jeździć. A ciocia Basia to taka udawana ciocia, ale bardzo fajna.
-Ciocia wyjdzie o 19.00 i przez godzinkę będziecie same.
-Dobrze mamo-odpowiedziałam a przez głowę przebiegło mi tysiąc myśli, jakby ten czas wykorzystać.
- To przyjdzie do mnie Iza i Ela i będziemy się bawić.- odpowiedziałam.
-Dobrze, tylko grzecznie i zaopiekuj się siostrami.

Wszystko przebiegło zgodnie z planem i ciocia Basia poszła sobie o 19.00, a my ruszyłyśmy w tango.
Realizacja tego , co zaplanowałyśmy przebiegła nadzwyczaj dobrze. Wcześniej ukryłyśmy paczkę papierosów w pokoju, a ciocia też zostawiła nam bonus, bo zapomniała wziąć swojej (parę fajek).
-Dobra nasza!- krzyknęłam gdy tylko ciocia opuściła nas.
-No zapal,zapal!-namawiała Iza.
-Ela, no ciągnij!-instruowałam.
Wszystkie odpaliłyśmy papierosy.
-Musimy chodzić po mieszkaniu,żeby nie śmierdziało!-powiedziałam.
No to chodziłyśmy z tymi papierosami po mieszkaniu.
Gdy tylko się skończył jeden, odpalałyśmy następnego.
-Ale Twoja siostra poskarży na pewno-powiedziała Iza.
-To tez jej damy zapalić- odpowiedziałam.
Renata więc też dostała papierosa.Pociągnęła i zaczęła kaszleć.
Musiałyśmy więc ją przekupić cukierkami by nie poskarżyła rodzicom.
Wypaliłyśmy całą paczkę papierosów.

Gdy mama wróciła z kursu, zapytała:
-Co tu tak śmierdzi papierosami?
-Bo ciocia Basia paliła.
-No ale żeby aż tak?-zdziwiła się mama.
Jako zawodowy kłamca zręcznie się wyłgałam.
Na drugi dzień zaczęło się.
-Widziałam się z ciocią Basią i powiedziała,ze zostawiła tu paczkę papierosów, nie widziałaś jej?
Ja, z miną niewiniątka:
-Nie.- bo jak kłamać to do końca.
-A Renia mówiła , że wy wypaliłyście wczoraj dużo papierosów. Mówiła,że paliłyście, kaszlałyście, plułyście do zlewu tytoniem a jej dałyście cukierka , by nie poskarżyła.
_Nieprawda! Ona też paliła!-wykrzyknęłam.

Iza i Ela oświadczyły mi tego samego dnia,że ich mama już wie, bo moja mama doniosła.
Ela zaczęła płakać.
-Jak tata się dowie, to mnie zabije. Izie nic nie zrobi, bo to łobuz,ale ja....
-Coś Ty, jesteś jego pupilką, nic Ci nie zrobi.-powiedziała Iza.

Mój tata się dowiedział, jak tylko przyjechał z pracy.Słyszałam jak się śmiał do rozpuku. Kiedy się w końcu uspokoił, zawołał mnie:
-Masz papierosa, pal.
-Chcesz ją zabić?-krzyknęła mama.
-Jak pali to niech robi to porządnie-odpowiedział tata.
Potem kazał mi się zaciągnąć. Kaszel wstrząsnął całą mną.
Potem kazał mi napisać taki cyrograf,że do 18 -tego roku życia nie będę nałogowo pali ani pic.
Początkowo chciał utoczy palca, bym podpisała go własną krwią, ale spasował po moim napadzie płaczu.
Podpisałam atramentem. (Oczywiście strzeliłam byka i żyletka poszła w ruch).

Ten cyrograf mam do dziś....fajna pamiątka.

czwartek, 16 lipca 2009

Odc.5. Koszyczek.

Ten blog to taki sralnik (cytat z matkiboskiejmacicznej).Nierówny , o wszystkim i o niczym. Miał być o wszystkim i o niczym,więc cel osiągnięty.
Jednak tak naprawdę mało w nim mnie. Gdybym napisała to co czuję i myślę....



W szkole jest super! Uczymy się pisać i liczyć. A ja już umie. Czasem mam tylko kłopoty, gdy przychodzę do domu. Tata ogląda zeszyty i mu się tak podobają,że wyrywa kartki a ja znów muszę pisać, bo w zeszycie muszę mieć co pani kazała.
Czy tata nie może sobie sam napisać ?
-Znów kleks! a tu krzywo!
-Kleksy same się robią.Atrament sam kapie, ale zobacz jakie są ładne....a jak się przyciśnie drugą kartką, to się robią jeszcze ładniejsze!

Uczymy się pisać stalówkami . Na ławkach mamy kałamarze a w zeszytach bibułkę do kleksów.
Ja ciągle przepisuję te zeszyty. Czasem tata ma dosyć, bierze żyletkę i skrobie moje byki.Zawsze się denerwuje a ja płaczę.
Ale dziś było naprawdę super!
Pani kazała nam przynieść mydło, zapałki i papier kolorowy.
-Będziemy robić koszyczki dla mamy, na Dzień Mamy.
Pani nam objaśniła co i jak i zaczęliśmy.
Skrobaliśmy mydło, robiliśmy dziurki, wtykaliśmy zapałki, oklejaliśmy papierem.
Piotrek, to taki łobuz, podszedł do Eli i pociągnął ja za kucyka. On się kochał w Eli i wszyscy zaczęli krzyczeć:
-Panna z kawalerem, panna z kawalerem!
Ela się zdenerwowała i walnęła Piotrka pięścią w zęby.Wypadły mu na podłogę 2 zęby.Pozbierał je. Ela bała się,że poskarży pani ,ale on nic nie powiedział.
Mój koszyczek był śliczny.
Wpadłam do domu:
-Patrz mama, co mam dla Ciebie!
Mama podskoczyła:
-Mówiłam Ci tyle razy, nie hałasuj, bo Twoja siostra śpi!
-Ale patrz mamo co ja mam dla Ciebie!
-Dobrze już, umyj ręce.
-Ale mam dla Ciebie prezent!
-Dasz mi spokój?!-krzyknęła mama.

I tu przesadziła! Ja zrobiłam dla niej koszyczek na prezent, a ona krzyczy.Sama go zrobiłam....
I popłakałam sobie troszkę, po cichu.
-Czego ryczysz bekso?!-krzyknęła mama.
-Bo nawet nie zobaczyłaś mojego koszyczka...

Wieczorem, gdy poszłam się myc, na mydelniczce leżało moje mydło, tylko bez patyczków i papierków.
I zrobiło mi się smutno, strasznie smutno.

odc.4 Szkoła.

Pierwszy raz od 7 lat, mama nie pozwoliła tacie na obcięcie mi włosów i miałam w końcu takie długie....
-Bo ona idzie do szkoły i musi być widać, że to dziewczyna-podsumowała mama.
Mama uszyła i granatową spódniczkę i do teko taką bluzę z takiego misiowatego materiału.
To na rozpoczęcie roku szkolnego. Do tego białe kokardy na moje szalone kucyki i te paskudne, chłopskie półbuty.
Tak mnie wystroili do szkoły.
Do szkoły poszłam z tatą.Było tam dużo dzieci. Większość znałam z podwórka.Była Ela, Kaczka, Makówka, Żmuda, Aga i były chłopaki: Stówka i Krzyś i inni.
Ja ustawiłam się odważnie z dzieciakami z mojej bandy i podwórka.
I jakieś panie zaczęły wywoływać dzieci.Gdy się okazało,że nie jestem w klasie z moją koleżanką Elą, uderzyłam w płacz.
-Nie pójdę z tą panią! Ja chcę być z Elą
_Beksa, beksa- zawołała Kaczka. Ta głupia Kaczka.
A ja nie jestem beksa. Pokazałam jej język. Ja chcę być z Elą w klasie.
-Przestań płakać !- tacie na szyi urosła taka czerwona i ruszająca się żyłka.
-Nie lubię szkoły!-krzyknęłam i chciałam uciec.Taka miła pani z długimi włosami podeszła do taty i zapytała:
-O co chodzi? Dlaczego ona tak płacze?
No i w końcu mnie wysłuchali i mogłam iść do klasy z Elą.
A ta miła pani potem już taka miła nie była....

środa, 15 lipca 2009

Odc.3. Niewidzialna ręka.

Zakładamy bandę. To pomysł Agi (Żaby). Ropucha powiedziała,że moze to być taka banda, jak pokazują w tv "Niewidzialna ręka".
Co roku w wakacje,w tv pokazywano nam bandy "Niewidzialnej ręki", które robiły coś dobrego.
Niewidzialna ręka to także Ty!

Bandy te robiły dobre rzeczy dla ludzi i potem ci ludzie byli bardzo zdziwieni,że ktoś im naniósł wody, porąbał drwa.My tez tak chciałyśmy.
Do bandy miały należeć : Aga, Ela,ja,Kaczka, Makówka i Żmuda.
-To będzie fajna banda, aja będę szefem-powiedziała Aga.
-Ty szefem? - zdziwiła się Kaczka. -Ty nie umiesz by szefem!
-Ja to wymyśliłam i ja będę szefem.I to ja wiem, gdzie trzeba iś i komu pomóc. Jutro zbiórka i zaczynamy.

Nie było więcej protestów, bo Aga wszystko wiedziała.
Rano nasza banda zebrała się koło trzepaka.
-Moja mama powiedziała,że nie możemy tak wejść do kogoś i mu latać po podwórku, bo taka starsza pani pomyśli ,że to złodzieje.-powiedziała Aga.
-To Ty mamie powiedziałaś? A to miała by tajna banda!-krzyknęła Żmuda.
-No ale mama powiedziała,że musimy iść do tej pani i powiedzie,że chcemy jej pomóc. I tak się zdziwi.-powiedziała Aga.
-Ładna mi " Niewidzialna ręka"-powiedziała Żmuda.
Aga bardzo dużo i szybko mówiła i już nikt nie chciał się kłóci, bo mogła nas wyrzucić z bandy.

Poszłyśmy do tej starszej pani i ta panie się bardzo zdziwiła. Pozbierałyśmy jej jabłka w ogródku, przyniosłyśmy drewno i wodę.
Ta pani tak bardzo się cieszyła, że poczęstowała nas herbatą i ciasteczkami.
Byłyśmy u tej pani jeszcze parę razy, a ona tak się cieszyła,że dała Adze pierścionek z niebieskim oczkiem.I teraz Aga też się cieszyła.
Na drugi dzień musiała go odda tej pani, bo mama ją strasznie okrzyczała.
-Dobrze jej tak. Nie chciała się z nami podzielić! Głupia Aga.
- A my byśmy mamie nie powiedziały i nie musiałybyśmy oddawać go.
Fajna była ta nasza banda.