Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jedzenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jedzenie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 października 2010

...i jedzeniu.

Kiedyś podczas wizyty u lekarki, okazało się,że jestem anorektyczno-bulimiczna.
Wyśmiałam babkę:
-Niech Pani na mnie patrzy: 80 kg żywej wagi.Ja anorektyczna?

Wydawało mi się to niedorzeczne.Śmiałam się z tego, ale jak to ja mam w życiu:szybciej gadam jak myślę, aż nagle włączyło mi się myślenie.(To jest taki nagły przebłysk intelektualny i muszę z niego szybko korzystać zanim zgaśnie.)

A jak coś w tym jest? Przecież te choroby zaczynają się w głowie.A z moją głową nie jest tak w 100% w porządku.

No i myślę:
-Jak mam "stresa" to nie jem.Nie jem długi czas. Nie czuję głodu a jedzenie jest obrzydliwe. Potem mija ....i nachodzi mnie żarłoczność. Zjadłabym wtedy wszystko co żywe i martwe, co miękkie i chrupiące, co smażone i gotowane.Pilnuję się by tego nie zrobić, ale czasem sobie nawrzucam do brzuszka takich różnych różności...Potem mam wyrzuty sumienia.Ogromne jak wrzody.

Postanawiam wtedy poprawę, że niby nie będę jadła, muszę się odchudzać.
Najdłużej wytrzymałam w takim postanowieniu 2 lata, bo zdeterminowała mnie wtedy moja tusza.
Dziś...sobie mówię,że kochanego ciała nigdy dosyć, że nie wiem od czego tyję, przecież nie jem,że odżywiam się zdrowo a tyję. To na pewno genetyka jest winna. Szukam winnych poza sobą.
Tak naprawdę kocham jedzonko.Jak zrezygnować z czegoś co kocham?

czwartek, 17 grudnia 2009

Odruch Pawłowa.

Niedawno córka wspomniała, że mój widok wywołuje u niej odruch Pawłowa.Zaczyna się ślinić.
Kojarzę się jej z jedzeniem.

czwartek, 10 września 2009

Zdrowe jedzenie.




Niech będzie,że jestem nudna, że tylko o jedzeniu myślę ale muszę to napisać.

Byłam niejadkiem, byłam "robaczywa".Moja matka nie miała lekko ze mną. Potrafiłam się obrazić na rodziców za to,że mi dali na imię Katarzyna a nie Agnieszka. Jak mogli mi to zrobić!

Jednak tym razem chcę napisać o moich siostrach i ich zwyczajach żywieniowych w latach wczesnej młodości.

Mam 3 siostry.Młodsze.

Gdy miałam 4 lata jedną nakarmiłam chlebem z masłem (była noworodkiem). Tak zasmakowała w chlebie i maśle,że potem długo jadała tylko chleb z masłem i "sólą". Tej sóli zawsze było grubo.

Białko w organizmie uzupełniała zjadając piasek w piaskownicy.Gdy szła do domu, zabierała ze sobą 2 garści piasku lub ziemi na drogę. Gdzie białko w piasku? A wszelkie larwy i robactwo?
Na stałe gościł w naszej apteczce preparat na robaki.
Zimą, gdy ciężko było się dogrzebać do ziemi dobierała się do ścian. Zjadała farbę, tynk i kredę w szkole.

Goście zawsze wychodzili od nas zadowoleni, bo ona brała buty z przedpokoju, chowała się za zasłoną w pokoju i oblizywała te buty z błota.
Przyszli w brudnych, wyszli w czystych. Wot interes.

Druga moja siostra...uwielbiała zjadać papier i kawałki materiałów (ścinki materiałów gdy matka szyła na maszynie). Rozumiałam w owym czasie papier, ale materiał?
Potem do tego doszły nici.Kawałki nici wszelkiej maści.Problemy pojawiały się gdy dziecina się wypróżniała, bo nici jej zwisały z pupki a wyciągnąć się nie dało, bo można było jej krzywdę zrobić. Trzeba było te nici obcinać i czekać na następną kupkę.

Trzecia siostra.O niej nie mogę wiele powiedzieć,bo najkrócej ją znam.Jest najmłodsza.Urodziła się gdy ja byłam nastolatką i dzieciarnia mnie nie interesowała.
Była rodzinnym pupilkiem.Malutka,śliczna.
Ona potrafiła jadać dddłłłuuuugggoooo. Serek homo na śniadanie jadła do obiadu.Obiad jadła do kolacji.Kolacji nie opłaciło się jej dawać, bo trzeba by do rana z nią siedzieć.

Sama nie zjadałam takich dziwnych rzeczy.Koleżanka usiłowała mnie nauczyć jeść kredę, ale mi nie smakowała. Próbowała mnie nauczyć zjadać farbę ze ścian a bardzo chciałam w tym zasmakować, bo robiła takie śliczne motylki na ścianie...
Nie udało się. Farba mi nie smakowała.

Co to motylki? Staje się w rogu pokoju i językiem namacza ścianę w samym rogu. Powstają śliczne motyle. Potem farbę się zjada, zdrapując ją paznokciem. Już są motyle-całkiem trwałe.

wtorek, 8 września 2009

Moje śniadania .


Jak już zaczęłam o jedzeniu, to pójdę dalej tym tropem.
Jedzenie mojego dzieciństwa to wspomniany wcześniej chleb ze śmietaną i cukrem. Jak mi się nudziło przechodziłam na chleb z masłem i musztardą. Chleb z masłem i solą wchodził też w grę.
Ser żółty...ser żółty z mojego dzieciństwa inaczej wyglądał. Był żółty , odpowiednio pachniał, był twardy, nie kleił się do noża i w lodówce prędzej się zsechł niż zapleśniał. Kochałam i kocham ser żółty, choć dziś to jakieś pomazańce a nie ser.
Kiedy i to mi się nudziło wpadałam w trans zup mlecznych. Nie było płatków śniadaniowych jak dziś.
Najlepsza zupa mleczna: chleb nadrobiony do talerza, zalany mlekiem , posolony i dodane odrobinę masła. Rozpusta.
Do dziś robię to coś sobie. Mój mąż nazywa to psim żarciem, bo niby u niego w domu pies tak jadał. :-)
Inne zupki mleczne: z pęczakiem, z makaronem, z zacierką, z ryżem, z kaszą,z grysikiem. Wszystkie na słono.

Jako niejadek wymuszałam na matce takie jedzenie. Pamiętam jak raz przy zupce własnie strasznie wierciłam się na taborecie. Matka ostrzegała,że spadnę. Co ona tam wie.
Wywaliłam się z taboretem do tyłu i pociągnęłam za sobą talerz z zupą mleczna. Odłamki talerza powbijały mi się w szyję.
Matka w krzyk: nie ruszaj się!
Powyciągała mi te odłamki, zakleiła plastrem przeciw bólowym a potem powiedziała:
-A nie mówiłam? Byłabyś się zabiła.
Bliznę mam do dziś.

Inne jedzonko?
Ser biały ze śmietaną i cebulą (na słono). W wersji bogatszej: dodaję pomidora, ogórka, szczypiorek i co tam psuje się w lodówce.

Gdy byłam starsza, koleżanka nauczyła mnie jeść surowe pieczarki.
-Trochę będzie Cię brzuch bolała, ale po paru razach ból ustąpi.-powiedziała.
Tak było.

Jadłyśmy je tak: chleb, masło, liść sałaty, pieczarki surowe pokrojone w plastry, majonez.
Oj, bolał brzuch.

wtorek, 28 lipca 2009

Serek topiony.



Jak zwykle w weekend piekłam chleb pszenno-żytni. Jeden dla mnie, jeden dla siostry , bo twierdzi,że jej smakuje.
No i zrobiłam próbkę : serek topiony.

Rzecz prosta i smakowita. Można go doprawiać jak nam się podoba.

Przepis:

1 kg sera białego (tłustego)
5-7 dkg masła
sól, soda, przyprawy

Ser biały pokruszyć , posolić i odstawić. Są teorie,że na 3-5 dni aż "zgliwieje".
Ja tam odstawiłam na parę godzin . Ser robi się kruchy.Rozpada się pięknie.
Do garnka masło wrzucamy i na ogień go. Ser wrzucamy i przyprawiamy go wg naszego gustu.
Jak troszkę zacznie się roztapiać, wsypać sodę ( 1-1,5 łyżeczki) i mieszać cały czas.
Serek roztopi się na jednolitą masę, płynną. Zlewamy np. do salaterki.
Można jeść na ciepło, na zimno, kłaść np. na pizzę.

Smacznego.

poniedziałek, 18 maja 2009

Tao tao.



Muszę się pochwalić. Dziś dostałam wiadomość,że wygrałam.
Po raz drugi w konkursie Tao tao zgarniam nagrodę. Nie są to jakieś szalone nagrody ale i tak mi miło.

wtorek, 31 marca 2009

Chili con carne.

Dziś przedstawię kolejną aromatyczna potrawę, oczywiście jednogarnkową.
Jest to istna rozpusta dla zmysłów.
Uwaga! Łatwo można sie przejeść!

Zdjecie z www.gotowanie.wkl.pl


1 puszka fasoli czerwonej
1 puszka kukurydzy
500 g miesa wolowego mielonego (wieprzowe tez jest dobre)
2-3 czerwone papryczki chili (drobno pokrojone)
1 czerwona papryka (pokrojona w kostke)
1 cebula (pokrojona w kostke)
1 przecier pomidorowy ( mogą być pomidory z puszki)
2 zabki czosnku (drobno pokrojone)
2 liscie laurowe
bazylia, sol, pieprz, pieprz cayenn

Mieso podsmazyc na oliwie z cebula i czosnkiem, a nastepnie poddusic z chili, papryka, przecierem pomidorowym i cayenn.Podlać wodą lub rosolem, dodać liscie laurowe (i ew. pomidory z puszki wraz z sokiem) i gotowac pod przykryciem jakies 15-20 minut. Na koniec dodac fasole i kukurydze i pogotowac jeszcze 2-3 minuty. Doprawic sola i ewentualnie pieprzem cayenn. Udekorowac (najlepiej swieza) bazylia.
Konsystencja powinna byc dosyc gesta.
Chili con carne mozna podawac z ugotowanym na sypko ryzem lub po prostu z chlebem. Odgrzewane jest jeszcze smaczniejszy.

piątek, 16 stycznia 2009

Ja jako niejadek.

Dziś jeszcze trochę wspomnień z pacholęcych lat, by siostra nie myślała,że ma niegrzeczne dziecko.

Będąc dziecięciem nie tolerowałam mięsa.Miałam odruch wymiotny,smak mi nie odpowiadał i wogóle było fuj.
Żyłąm więc w miarę możliwości na chlebie z "sólą". z musztardą, nabiale i zupach mlecznych.
Rodzicow to oczywiście męczyło i wtykali mi mięsko.

Wynalazłam więc kilka sposobów na niejedzenie mięsa:

1.zakopywanie mięsa w ziemniakch (bo nie musiałam wszystkich zjadać),
2.wkładanie mięsa do talerza młodszej siostry, gdy patrzyła przez okno na przelatujące ptaki i wmawianie jej,że tyle miała,
3.upychanie mięsa w policzkach jak chomik+nagła potrzeba wyjścia do wc.

Wszystko to zostało przez ojca wytropione i wytrzepane paskiem.

Pewnego dnia wpadłam na genialny pomysł,żeby wyrzucić kotleta przez okno (mieszkaliśmy na III piętrze). Pomysł został zrealizowany.Odebrałam pochwały, jak to ślicznie zjadłam obiad i dumna oddaliłam się.
Pech sprawił,że ojciec wynosił wieczorem śmieci i chyba znalazł mojego kotleta pod blokiem, bo awantura była nieziemska.

Nasuwa się pytanie:dlaczego psy go nie zjadły? Dlaczego? A ja musiałam. Coś z nim musiało być nie tak.

Kiedyś matka nie wytrzymała i zapytała mnie:a co byś Ty chciala jeść?
-makaron z serem.

Przez tydzień jadłam makaron z serem. Uwierzcie, obrzydł mi, co wcale nie oznaczało,że zaczęłam jeść mięsko.
Jak by moje dzieci tak nie jadły, to chyba bym się wykończyła. Na szczęscie nie miałam większych problemów z własnymi dziećmi pod względem jedzenia.

Moje siosty też cierpiały na wstręt do mięsa.Chyba mama niesmacznie je przyrządzała. Musiało tak być.
Dziś mięsko jadam,przyrządzam a uczulenie na mięso minęło.

czwartek, 11 grudnia 2008

HArmonia smaków z Tao Tao.


Na początku grudnia otrzymałam nagrodę od TAO TAO za przepis na danie. MAm więc w domu trochę sosów do potraw, trawę cytrynową, grzybki mun,dziwne papki chilii z bazylią, liczi w syropie (cokolwiek to jest), orzeszki z wasabi i sosie sojowym i inne. Do tego miseczki do dipów. Takie malusie.
Moja rodzina lubi albo poprostu się godzi na jedzenie doświadczalne, więc jadamy dziwne rzeczy. Zaczynam czuć kuchnię wschodnią, lubieć ich przyprawy. No i dania które robię mają zaletę: szybko się je robi.
Niestety ciągle udosonalam dania jednogarnkowe. Wyszukuję , testuję. Osiagnę kiedyś mistrzostwo.
Narazie na Tao Tao miałam chyba 6 mmiejsce (zwycięzców było 20). A było to właśnie danie jednogarnkowe.
Dzięki Tao Tao nauczyłam się gotować ryż i sprawiać by za każdym razem inaczej samkował.
Mój przepis był banalny:

1 kurczak lub udka lub piersi (ilość mięsa dostosowana do ilości pożeraczy)
2,5 szklanki suchego ryżu ( solidne porcje dla 4 osób)
trawa cytrynowa,sól, pieprz,curry - tak ogólnie to przyprawy wg uznania

Mięso podzielić i podsmażyć na tłuszczu ( z przyprawami tak jak byśmy chcieli go jeść). Jak będzie złotawe, przełożyć do naczynia żaroodpornego wraz z tłuszczem ze smażenia. Wsypać ryż, zalać wodą (2,5 szklanki wody na szklankę ryżu). Wsypać przyprawy jakie lubimy, przykryć i wstawić do piekarnika na 1-1,5 godziny.
Woda zostanie wchłonięta przez ryż.Będzie on sypki ale nie suchy.

Smacznego.

Wchłaniać zapachy podczas pieczenia - bezcenne!
Podawać z sałatką lub bez.