piątek, 23 października 2009

Sztuka skakania.

Dokonując retrospekcji swojego życia, w celu pośmiania sie z samej siebie stwierdzam, że miałam intensywne dzieciństwo albo jak kto woli: moja matka miała intensywne macierzyństwo.
Chyba jako córka pierwotna dużo ją nauczyłam.
Moja głowa zawsze była pełna pomysłów.Ojciec to doceniał na ile potrafił, matka wcale. Chyba mój tata lubił myśl kreatywną.
Niedawno z koleżanką wpominałyśmy jak to mój ojciec nauczył nas bawić się patyczkiem i udawać , że to królewna.Dzięki temu potrafiłyśmy bawić się wszędzie i wszystkim a największą radość dawało tworzenie sobie zabawek.
Namawiał mnie do tworzenia i doświadczania. Czasem tylko starał się lekko kierunkować moje twórczo-rozwojowe zapędy.
Działałm jak karabin maszynowy: 1000 pomysłów na minutę.
Matka zawsze była w opozycji do naszych współnych (z ojcem) i moich solowych realizacji. Ojciec mnie popierał.
Pamiętam jak poparł mój durny pomysł nauki latania. Zasiadł na krześle ze stoperem w ręku i mierzył mój czas w powietrzu, a ja skakałam. Skakałam z oparcia wersalki, z szafy, ze stołu. Na ramionach miałam pelerynę z prześcieradła. Zapewne poprawiała moją nośność.
Gdy mój czas się poprawiał o ułamek sekundy, stwierdzałam,że wszystko idzie w dobrym kierunku i będę latać.
Ojciec zakazał mi takich prób z balkonu ( 3 piętro).
Dzięki treningom świetnie sobie radziłam ze skokami w dal z huśtawki (aż do wstrząśnienia mózgu), skokami ze schodów, ze skakaniem na skakance czy na gumie.
Dziś stąpam po ziemi i wiem, że wyżej ch.....nie podskoczę.

7 komentarzy:

blog niedzielny pisze...

hahahah no moj ojciec tez byl zdecydowanie bardziej kreatywny i z poczuciem humoru matka za to wcale. :)

Ata pisze...

Widać mamy mają wyobraźnię ;-)

Monika pisze...

Ja też latałam! Za każdym skokiem dłużej:) I rodzice też się za mną mieli: wieczorne oddzieranie rajstop wraz ze strupami z kolan, hodowla żab i ślimaków w domu (z żabami nie wiem, co się stało, ślimaki zostały odnalezione po śladach), skakanie do jeziora w zegarku (prestiż) i byłam najlepsza w sikaniu na odległość:)
Miłego dnia Kochana* ps. Odpowiadam na pytanko: Syn w maju skończył 16 lat.

Tribudragon pisze...

Ja skakalem z hustawki, ale tylem. Zarzucilem ten "sport", gdy malo nie stracilem zebow.

z wiekiem robimy sie ciezkawi i przyziemni.

Beata pisze...

Mnie tata pozwalał spac na szafie a w pokoju rodziców rozłożył namiot, żebyśmy z siąstra mogły w nim spać...

Kasia pisze...

Monika-uśmiałam się.
Tribu-ja skakałam przodem, dobrze,że nie znałam Twojej techniki.
Beata-my na szafie trzymałyśmy skarby i zawsze jedna musiała tam siedzieć by ich pilnować.

Doris pisze...

Wyobraźnia i kreatywność u dzieci nie znają granic. W naszym dorsłym życiu jesteśmy "skostaniali" i często brakuje nam swobody, marzeń, szczerości, naturalnego zachowania - bo co inni powiedzą? Dlatego warto obserwować zachowania dzieci i brać z nich przykład.