wtorek, 12 stycznia 2010

Armagedon.

Zamrugało i wcale nie zalotnie.Potem zgasło. I tak od soboty w nocy.Nie ma prądu, nie ma wody, nie ma ogrzewania.Czasem znika też zasięg z telefonów.Lodówka już się rozmrozila, w zlewie sterta garów czeka na lepsze czasy, gdy woda znów stanie się dostępna.Potrzeby należy zalatwiać w pracy i w szkole.W domu tylko lekki kaliber.

Odcięci od swiata żyjemy sobie w tym zapizdowie. No bo i sniegu u nas nie brak. Armagedon.

Jak łatwo załatwić nas i nasz cywilizowany swiat.
Siedzimy więc w ciemnosciach i pielęgnujemy życie rodzinne.Siedzimy i planujemy przyszłosć: za dwa dni to będzie TAK, za trzy dni to TAK, a za cztery nasze zdemoralizowanie sięgnie szczytu i zaczniemy się zjadać nawzajem. Potem następuje głębokie westchnienie: jak mało jestemy samowystarczalni, jak bardzo uzależnieni od prądu,od techniki,od wody w kranie, od elektrociepłownii.


Jestem swieżo po filmie 2012, więc katastroficznych mysli mam więcej.

14 komentarzy:

Nivejka pisze...

Na jedna chwilę padł nam dziś serwer w pracy... paraliż dosłownie. A tak bez wody, prądu i ogrzewania, to już katastrofa ...
Ale widoki są???

sebastian pisze...

Czasem się zastanawiam jak ludzie żyli te 150 -200 lat temu, bez tych wszystkich cudawianek techniki i nie mieści mi się to w głowie. Szybkiego powrotu cywilizacji życzę.

Ata pisze...

Horror!
Jak u mnie nie ma prądu, to nie ma nic! Ani wody, ani ogrzewania...
Współczuję i trzymam kciuki za szczęśliwy powrót do świata ludzi "oświeconych" ;-)

Gosia pisze...

Kasiula, aż mi się zimno zrobiło jak o was zasypanych żuczkach pomyślałam.
Bez wody, prądu i ogrzewania, to jakaś katastrofa jest normalnie.
A śmiejemy się z Anglii i Irlandii, że do zimy nie przystosowani. Jak widać, Polska również

anabell pisze...

Gdy wyczytałam wczoraj na pasku,że Wolbrom i okolice są bez prądu, pomyślałam o Tobie i moich znajomych z tamtych stron.Wszystkim bardzo współczuję i też myślę,że pomału robimy się bez "cywilizacji" jak dzieci we mgle. A to już nie jest dobrze.
Ciepełka i światełka, ;)

Stardust pisze...

Wspolczuje, przezylam kilka lat temu powazna awarie elektrycznosci (17 dni bez pradu), ale mielismy gaz i ciepla wode. Mysle ze bledem jest przestawianie wszystkiego na prad. Tutaj tez jest wiele domow, gdzie ogrzewanie i kuchenki sa na prad i ci ludzie mieli fatalnie.
Na szczescie nam dowozili jedzenie, suchy lod, ktorym uratowalam cala zawartosc lodowki i tylko brak klimatyzacji dal nam w dupe, bo to bylo latem.
Kochana, mam nadzieje, ze to sie rychlo skonczy, trzymam kciuki.

Kasia pisze...

Nie chce mówić głośno by nie zapeszać: jest prąd, powoli wraca grzanie i woda....Podobno padły słupy od strony Będzina i od Słomnik.Czyli ze wszech stron.Ale jest dobrze....W pracy naładowałam telefon i akumulatorki do latrek ...:)Siostra przywiozła lampę naftową.

Stardust pisze...

Oj, to dobrze, ze juz troche lepiej. Trzymam kciuki!!!!!!!!

Anonimowy pisze...

Hahah :) jak w jaskini :)

Ale rzeczywiście jesteśmy niesamowicie uzależnieni od prądu. Pamiętam, jak pewnego razu w laptopie niezauważenie wyciągnęła mi się wtyczka od akumulatora i laptop nagle się wyłączył, a później nie chciał się włączyć.

Rozpłakałam się wtedy, bo w pamięci nie mogłam znaleźć nigdzie adresu do serwisu komputerowego otwartego w niedzielę i myślałam, że nie będę mieć laptopa... Masakra.

A ostatnio nie miałam prądu na jednej stronie mieszkania i bałam się iść do łazienki, bo tam ciemno było. A wystarczyło pstryczek do góry podnieść i prąd się pojawił.



E.

Kasia pisze...

Edyta, strachliwa jesteś...a co do kompa to lecz sie dziecko...

blog niedzielny pisze...

to jakas epidemia z tym pradem,bo gdzie nie wejde na blog to wszyscy w cemnosciach egipskich zyja ;)moze to jaks nowa choroba

Stardust pisze...

A wiecie jak przyrost naturalny podskoczy 9 miesiecy po tych ciemnosciach:)))

Izza pisze...

Ja miałam w zeszyły roku tydzień bez gazu i marudziłam okropnie,,,ale w porównaniu z Tobą to było nic.
Stardust=>Ty zawsze znajdziesz coś 'fajnego"w nawet najgorszej sytuacji.

Stardust pisze...

Izza--> No bo przyszloby sie czlowiekowi zachlastac. Jak u nas byla ta awaria, to Wspanialy jak sie zorientowal, ze nie ma nadziei to popatrzyl na mnie przerazonym wzrokiem i mowi "i co my zrobimy?" a ja na to "otwieraj wino poki korkociag widac" i po winie bylo juz zdecydowanie lepiej:)))