piątek, 1 października 2010

Mój dzień mizantropa.

Siedzi w autobusie.Wygląda jak żołnierz w pełnym rynsztunku wojennym, uszy zakorkowane ipodem, pełen rozkrok, tak że zajmuje 1,5 miejsca choć zapłacił za 1. W okularach słonecznych na nosie odrzuca jakąkolwiek możliwość paktu ze spojrzeniami innych. Udaje ,że nie widzi stojącej obok leciwej Pani.

Kiedy idę na targ (takie Wolbromskie Złote Tarasy) w moje ucho wwierca się niczym nagły ból głośny krzyk handlarzy. Czym mniejszy tym głosniejszy. Odwracam się i widzę młodą kobietkę w długiej sukience dżinsowej. Na nogach ma japonki ze świetlistymi plastikowymi ozdobami. Szybko ją lustruję od stóp do głów. Jak zwykle: taka laska a pięty ohydnie zaskorupiałe…

Młoda dziewczyna skrzeczy coś do komórki. Jej głos jest donośny i skrzekliwy. Cały autobus musi wiedzieć, że była w Galerii na zakupach a Aśka jest głupia . Przyznaję, to moje ucho jest winne, uformowało się w środowisku, gdzie wszyscy mówią spokojnym tonem. Tak, moje ucho jest wstrętnym szowinistą.

Kiedy w kawiarence z widokiem na góry czekam na kawę, moje spojrzenie zahacza o parę siedzącą przy sąsiednim stole. Młoda kobieta z długimi blond włosami rozluźniona położyła gołe nogi na stole, dokładnie obok talerza z zupą. Młody mężczyzna jedną ręką delikatnie masuje palce stóp kobiety, a drugą kończy rytuał jedzenia zupy. Kobieta chichocze i próbuje palcem przewrócić jego talerz. Spojrzenie na te gołe nogi kobiety na stole wywołuje u mnie lekkie mdłości. Moje oko jest wyjątkowe, wciąż coś ocenia, raz to mu nie pasuje, raz tamto.

Idąc główną ulicą mojego miasta z daleka widzę ciężarówkę z napisem Saria. To one wywożą odpady z rzeźni . Wokół mnie popłoch. Ludzie uciekają do sklepów. Chowają się przed tym co ma nastąpić. Smród jest nieznośny. Smród rozkładającego się mięsa. Przyznaję, mój nos jest winien, mój nos jest przeklętym elitarystą.

Kiedy już dopadną wolnego siedzenia w autobusie, młode kobiety coraz częściej wyjmują swoje kosmetyczki i robią sobie codzienny makijaż. Wszystko jest pod ręką: ołówek do robienia kresek nad okiem, mascara do rzęs, cążki i lakier do paznokci. Dlaczego młode kobiety wybierają właśnie tramwaje, żeby się malować? Skoro już muszą, czemu nie malują się w publicznej toalecie albo na ławce w parku?

W moim sąsiedztwie jest kaplica cmentarna wraz z zapleczem (cmentarz). Ludziska na tę okoliczność przyjeżdżają autami i stawiają je gdzie popadnie. W Walce z tymi żelaznymi potworami i ich właścicielami piesi przegrywają. Zmuszeni są chodzić szosą, bo na chodnikach stoją samochody.

Przestrzeń publiczna, która zawsze była sferą czy to zapisanych, czy to domniemanych zasad zachowania, dzisiaj w miastach staje się przestrzenią wolności osobistej, ale też walki wedle zasady silniejsi górą. Staroświecki bon ton już nie obowiązuje a tabliczki z napisem: "Wzbronione plucie na podłogę", które śmieszyły swoją absurdalną treścią, dawno już zniknęły. W efekcie dzisiaj wielu pluje, zaznacza swoją przestrzeń śliną, moczem, ciałem, głosem, jakby nikt już nie chciał pozostać niezauważonym. W tramwajach i autobusach siedzące miejsca okupują na ogół nastolatki, chłopcy. Starsze osoby pokornie stoją. Przestrzeń publiczna stałą się przestrzenią egzorcyzmowania ukrytego sadomasochizmu. Silniejsi przeforsowują swoje prawa, słabsi milczą.


Niektórzy mieszkańcy mojego bloku zabawiają się, wyrzucając jedzenie przez okno na ulicę. W ten sposób karmią ptaki. Ptaki, głównie wrony, kruki i wróble, w przelocie znaczą odchodami szyby naszych okien i maski naszych samochodów. To, czego nie zjedzą ptaki, dokańczą szczury. Szczury bez przeszkód korzystają z przestrzeni publicznej, zwłaszcza nocą. Bojownicy o prawa zwierząt triumfują.

Zauważam , że nie kocham już bliźniego swego. Kochanie bliźniego swego wymaga nadludzkiego wysiłku. To miłość bez wzajemności, a ja jestem tylko zwykłym i słabym osobnikiem rodzaju ludzkiego. Po powrocie z Bieszczad, próbowałam. Próbowałam być miła i dobra dla bliźnich. Patrzyli na mnie jak na idiotkę.Dłużej już nie dam rady. To Bóg odpowiada za ten resort, on stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo, więc niech on go kocha.

8 komentarzy:

Beata pisze...

Ja tam kocham ślimaki, jednopłciowe sa:)

anabell pisze...

Niestety Kasiu, ludzi można kochać tylko i wyłącznie "wybiórczo".Już od dawna chamstwo nas zalewa i zniewala. Wychowywanie dzieci, wpajanie im dobrych manier, takich jak uprzejmość itp. jest dziś niemodne.A stało się niemodne, bo mamy kolejne pokolenie dzieci chowanych przez ulice i podwórko. Ja naprawdę nie wiem, po co teraz większość ma dzieci- one strasznie przeszkadzają ludziom w życiu- podwyższają znacznie koszty utrzymania i jeszcze należy się nimi zajmować.I tym sposobem, pod pretekstem trudności finansowych, wszyscy domownicy dorośli idą do pracy, a wychowaniem dziecka zajmuje się żłobek, przedszkole, szkoła i ulica, a te zbiorowości rządzą się innymi prawami.To swoista dżungla. A tej krowie z giczałami na stole nie odpuściłabym- takie coś to może stosować we własnym domu, ale nie w lokalu publicznym.I, Kasiu, należy zwracać uwagę, należy walczyć z chamstwem.
Miłego, ;)

Stardust pisze...

Ciagle kocham ludzi, chociaz przyznaje, ze bywaja sytuacje gdy nie jest latwo. Ale ja CHCE kochac ludzi, bo coz bylabym warta jako czlowiek gdybym ich nie kochala? W kazdym czlowieku jest cos dobrego i staram sie to dostrzec.

Kasia pisze...

Chamstwo się szerzy i panoszy na naszych ulicach,w autobusach i kawiarniach.I tych ludzi nie lubię.
Staram sie w ludziach dostrzegać co dobre.Czasem trudno.
Tak...niektórzy mają dzieci, bo mają...i nie wychowują ich wcale albo właśnie na takich egoistów. Ja uczyłam dzieci ze trzeba być grzecznym. Moze je skrzywdziłam? Moze przeze mnie nie potrafią sie rozpychać?

blogniedzielny pisze...

to co piszesz juz tak bardzo stalo mi sie obce ze zaczynam to traktowac jak sciene-fiction,nie wiem moze mieszkam w takim miejscu ze tego po prostu nie ma albo nie widze,a moze po prostu za malo poruszam sie komunikacja publiczna,a moze te cale szambo wylewa sie dopiero wieczorem bo w ciagu dnia spia,doskonale cie rozumiem, ze nabiera sie wstretu do takiego stanu rzeczy jesli widac tylko to na codzien i przekonywac sama siebie ze sie mimo wszystko kocha ludzi

inesowa pisze...

fajny blog i ciekawie piszesz, będę ty wpadać, pozdrawiam;)

Grasza44 pisze...

Kasiu, z wieloma sytuacjami o których piszesz się spotkałam, ale takiego numeru jak nogi młodej dziewczyny na stole, to jeszcze nie! Koszmar!!!Czy ta wolność i demokracja nie pomieszała ludziom w głowach? Czy to tylko brak wychowania? Te wszystkie obrzydliwe zachowania, nie są dla mnie do zaakceptowania - więc pozostanę sobą czyli dobrze ułożoną i kulturalną panią - świata i tak nie zbawię! Pozdrawiam Cię Kasiu serdecznie.

Mijka pisze...

Kasiu,dziękuję za tę notkę,mogłabym się podpisać.

i ja nie lubię ludzi ostatnio,a malutkich niektórych szczególnie..nowa grupa pięciolatków sprawia,że mam ochotę uciec..boję się,co z nich wyrośnie...

a opisane zachowania są obrzydliwe i co gorsza przez wielu uważane za zgodne z pojęciem wolności!
a wolność to stan umysłu,świadomość,co jest dobre a co złe..