czwartek, 10 grudnia 2009

Myśli świąteczne.


Od kilku miesięcy (lat?) chodzę głębokimi dolinami. Ostatnio bardzo głębokimi. Postanowiłam dziś trochę podrapać się w górę. Jak daleko się wdrapie , nie wiem. Może nie za wysoko (coby mania mnie nie dopadła), bo potem upadek jest bolesny.
Wiele zależy od mojego Osobistego wspieracza, czy poda mi dziś dłoń.

Zły czas nadszedł,bo w złym klimacie mieszkamy i ludzisków dookoła mnie też dopadają doły. Tymczasowe doły. Ze mną to jest tak,że mam je ciągle tylko czasem słońce świeci. Dlatego wyjadę kiedyś do ciepłych i słonecznych krajów na zawsze. Postanowione.

Przygotowujemy się do Świąt w stopniu większym lub mniejszym. Ja w mniejszym.
I tak sobie zaczęłam wspominać Mikołaja i Święta z zamierzchłych czasów gdy byłam mała lub średnio mała.


Mikołaj z tamtych czasów (lata 70-te)nie miał wielkiego brzucha jak na butelkach znanego napoju, był podobny do wujka i nawet nosił pod kiecką podobne ubrania do wujkowych a czasem do tatowych.

Wcale nie przyjeżdżał saniami zaprzężonymi w renifery tylko Syreną (wynik prywatnego śledztwa) a w jednym roku na motorze.Wtedy to bardzo zmarzł i tata musiał go rozgrzewać jakąś wódeczką.
Przynosił nam-dzieciom prezenty i wręczał uroczyście wypytując przy tym, czy byliśmy grzeczni, czy znamy pacierz, czy potrafimy śpiewać.

Prezenty wręczone, Mikołaj pokrzepiony. Teraz się zaczynało. Rozpakowywanie i zabawa do nocy nowymi nabytkami.

Nasze wymagania co do prezentów były dużo niższe niż dzisiejszych dzieciaków ale to pewnie znak czasów w jakich żyjemy.Wtedy nie było komputerów a i kalkulator nie był jeszcze w powszechnym użyciu.


Był to jakiś zaczarowany czas. Na choince wisiały cukierki, orzechy i jabłka (oprócz ozdóbek). Większość ozdóbek robiły dzieci bądź w szkole bądź w domu.
Choinka mieniła się kolorami i zapachami, za oknem pełno śniegu i wciąż dosypywał nowy.Śnieg tłumił wszelkie ewentualne hałasy. Dookoła panowała cisza.
Nadobna,świąteczna cisza.

11 komentarzy:

sebastian pisze...

Masz racje wtedy były inne święta, a laptopy, komórki i inne nowoczesne gadżety nawet się człowiekowi nie śniły. Miłego dzionka :)

anabell pisze...

Kasiu, ja do dziś robię często sama zabawki na choinkę, tyle tylko,że dziś wędrują one do wnuczka.A ze wspomnień dziecięcych to pamiętam,że od pazdziernika zaczynałam robić nowe zabawki na choinkę, pisałam listy do Mikołaja i zostawiałam je między oknami w kuchni, bo kuchnia była od strony północnej i do Mikołaja było bliżej,jak mi tłumaczono.Pamiętam takie długie cukierki w kolorowych celofanach, niejadalne zupełnie, ale za to dekoracyjne.Dzwigaj się Kasiu w górę bo z dołu masz niewłaściwą perspektywę.:-)

Kasia pisze...

Dziękuję Anabell. Takie długie laski na choinkę widziałam w sklepie w cenie 23zł /kg. Pewnie nadal są niejadalne. Dziś juz nie robię zabawek na choinkę, choć pamiętam te łańcuchy, pawie oczka, koszyczki na orzechy...dzieciaki maiały zajecie.

Nivejka pisze...

teraz jest taka moda na przenoszenie sklepu do domu. Choinka albo niebieska, albo czerwona... w każdym razie monotematyczna i komercyjna. Nie lubię takich....

KUNDZIA pisze...

Moje dzieci już wyrosły ,tylko wnusia czeka na ,swięta ,Mikołaja ,prezenty.To oczekiwanie z dziecięcych lat pamięta się latami.
Dla niej i dla moich rodziców robię każde święta.Zakładam maskę i jest ok.
Wszyscy sa zadowoleni

zgaga pisze...

A ja dalej się cieszę Świętami! Lubię popichcić przed, prezentów całą furę naszykować... I choć jest inaczej, niż w dzieciństwie, masa radości jest!

Stardust pisze...

Mam te dlugie cukierki na choinke, u nas nazywalismy je soplami:) Kupilam w polskim sklepie, sa niejadalne, dzieki temu robia za ozdobe juz kilka lat:))
Mysle, ze wspomnienia dawnych swiat sa w naszej pamieci podkolorowane przez czas. Fakt bylo inaczej, ale przeciez urok teraz tez jest.

Kasia pisze...

Pewnie,że wspomnienia są podkolorowane. No i co z tego. A moze jako dzieci inaczej odczuwaliśmy? Nie interesowała nas ta cała bieganina.Nas dotyczyły tylko długie łańcuchy z papieru kolorowego i oczekiwanie na pierwszą gwiazdkę.Beztroskie lata. Dziś jako dorośli musimy się martwić o wszystko. Jestesmy zabiegani (choć ja nie bardzo). Urok świąt i atmosfera chyba są takie jakie sami stworzymy.

Ata pisze...

Urok świąt i atmosfera chyba są takie jakie sami stworzymy
O widzisz! I to jest najlepsze podsumowanie Twojego posta :-)
Faktycznie wyłazisz z doła ;-)

Anonimowy pisze...

Ostatnio właśnie o tym rozmawiałam ze znajomymi. Teraz na Mikołaja czy pod choinkę dostaje się konsole do gry, komórki i inne elektroniczne dziadostwo.

A ja pamiętam najsuperowszy prezent jaki dostałam na Mikołaja - Eurobiznes, oh, co to była za gra :) najlepszy prezent jaki kiedykolwiek dostałam. I pomarańcze :)

E.

blog niedzielny pisze...

hahah ja do tych swiat tez sie przykladam w stopniu mniejszym, a jako dziecko to dlugo znalam tylko tego mikolaja koscielnego czyli biskupa,i nic a nic mi sie nie podobal,byl wrecz zalosny hahahaha i choc nigdy nie lubilam rodzinnej wieczerzy(rodzice zawsze byli skloceni a gdy wspolnie do stolu zasiadali to sie godzili na sile bo tak trzeba bylo) to choinka zawsze byla piekna,tzn w moich oczach ,czyli dziecka,wisialy cukierki ktore wspolnie z ojcem wyjadalismy i zanim swieta sie skonczyly wisialy juz tylko same paierki,byly tez jablka i orzechy ,choinka zawsze byla zywa :)