środa, 9 grudnia 2009

Pierniczenie.






Wzięło mnie na świąteczne pierniki, takie na choinkę. Naoglądałam się tego na blogach i dałam się zarazić.
Samo pieczenie to pestka.Mąż się śmiał,że bawię się foremkami jak dziecko. Miałam radochę.

Przy malowaniu zaczęły się schody.
Z córką miałyśmy ubaw. Umalowałyśmy się po pachy, do tego kuchnię a ciastka wyszły kijowo.
Okazuje się,że nie takie łatwe ozdobić ciacha.A to ręka drży (brak alkoholu?), a to talentu brak i wyobraźni

Paradoksem jest to,że nie lubimy pierników.

9 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Moja siostra wygląda jak mój klon. Tragedia :(

E.

Kasia pisze...

Dla niej tragedia czy dla Ciebie? :-)

sebastian pisze...

Mniam całkiem apetycznie wyglądają te ciacha ;)

M. pisze...

A ja myślałam że chociaż dekorować będziemy razem... :(

Gosia pisze...

Będziesz miała smakowitą choinkę ;)
Aż mi ślinianki zaczęły pracować
Buziaki

Ata pisze...

A moje ciacho na pierniki jeszcze dojrzewa w lodówce.
Dam mu jakieś 10 dni i zaganiam dziewczyny do działania ;-)

Ezieta pisze...

Wygladaja smakowicie, co Ty kobieto chcesz od swego talentu? Domowe ciasteczka to do siebie maja, ze nie mieszcza sie w zadnych standardach. I to jest ich urok.

Izza pisze...

Ale cudeńka,,,w zeszłym roku też piekłam ,,Tylko nie wiem gdzie kupić te róznokolorowe lukry do ozdabiania.

Ata pisze...

Izza - ja kupuję w Realu. I lukry i pisaki :-)
W innych hipermarketach też są.